wtorek, 1 listopada 2016

6. Oswój mnie

- Ludzie z twojej planety – powiedział Mały Książę – hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie i nie znajdują w nich tego, czego szukają.
- Nie znajdują – odpowiedziałem.
- A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży lub w odrobinie wody…
- Oczywiście – odpowiedziałem.
Mały Książę dorzucił:
- Lecz oczy są ślepe. Szukać należy sercem.
Joasia leżała w łóżku, wsłuchując się w regularny oddech męża. Kiedyś, w tych odległych czasach, które wydawały się istnieć w jakiejś innej rzeczywistości, Marek wydawał się dokładnie tym, czego szukała. Tylko czy szukała wówczas sercem?
Bardzo ostrożnie wysunęła się spod kołdry i wstała. Na palcach zeszła do kuchni. Trzy lata zajęło jej pozbieranie się po tragedii, która zrujnowała ją niemal doszczętnie. Nie czuła się gotowa, by komukolwiek o tym mówić.
W ciemności krążyła po kuchni. Bose stopy przyjemnie chłodziła kamienna posadzka. Cisza nocy napierała na nią zewsząd. Poczucie winy piekło boleśnie w żołądku i nic nie było w stanie go zagłuszyć.
Bez względu na to, jak to sobie tłumaczyła, nie powinna była pozwolić sobie na taką zażyłość z kimkolwiek. Seks to jedno, ale to co teraz czuła… Nie za seksem tak tęskniła. Nie seks sprawił, że nie mogła spać.
Oparła się o ścianę i osunęła powoli na podłogę. Wciąż powtarzała w duchu, że musi podjąć decyzję, jednak w głębi duszy wiedziała, że to nieprawda. Już dawno straciła kontrolę nad własnym życiem. Nie podejmowała żadnych decyzji, los robił to za nią.


***


Sebastian tęsknił za Aśką bardziej niż kiedykolwiek. Tęskniła każda komórka jego ciała. Za jej uśmiechem, delikatnym dotykiem jej dłoni. Za ciepłem jej ciała, kiedy leżała tuż obok. Za tajemnicą skrytą w jej oczach.
Ale Aśka nie pozostawiła mu wątpliwości. Dni mijały, a ona trwała w milczeniu. Było dokładnie jak mówiła: ich relacje wróciły do tego, co dawniej. A on mógł tylko tęsknić.


***


- Miała na imię Małgosia – powiedziała zamiast powitania.
Stała w jego drzwiach, przemoczona i przemarznięta. W jej oczach widział tylko smutek, ale była spokojna.
- Moja mała Małgosia – powtórzyła, a jej głos zaczął się łamać. – Moja dziewczynka, sens mojego życia.
Sebastian stał jak zahipnotyzowany. Patrzył na Joasię przez próg. Oboje jakby zapomnieli, gdzie się znajdują.
Kobieta potrząsnęła głową, próbując zapanować nad emocjami.
- Miała cztery lata, kiedy ją zabił – powiedziała, patrząc Sebastianowi w oczy. – Odebrał ją z przedszkola. Miał dwa i pół promila.
Zapadła cisza, podczas której Joasia próbowała opanować drżenie rąk, a Sebastian analizował jej słowa. W końcu przesunął się drzwiach, wpuszczając kobietę do środka.
- Jakim cudem… - zaczął Sebastian, nie mogąc powstrzymać ciekawości. – W mediach nie było o tym słowa – powiedział. – Mówili, że wjechał w nich jakiś student.
Aśka nie odpowiedziała. Nie chciała rozmawiać o Marku. Nie chciała nic tłumaczyć.
- Nigdy z nikim nie rozmawiam na takie tematy – powiedziała w końcu, odwracając się do przyjaciela. – Nie zmienię tego dla ciebie.
- Wiem – odparł Sebastian krótko.


***


Znowu zachorowała. Znowu miała grypę. Tym razem z trudem wstawała z łóżka.
Po raz pierwszy od śmierci Małgosi, otwarcie sprzeciwiła się mężowi. Po raz pierwszy, patrząc mu prostu w oczy powiedziała, że nie zmieni dla niego całego swojego życia. Ledwie te słowa zawisły w powietrzu, natychmiast zrozumiała, że jest dokładnie odwrotnie.


***

Sebastian drażnił delikatnie jej szyję. Pod wpływem jego dotyku uspokajała się, jakby wszystkie problemy znikały w magiczny sposób. Czuła tylko jego dłonie na swoich plecach i ciepły oddech na karku.
Leżała naga w jego łóżku. Deszcz siąpił za oknem, stukając głucho o parapet. W sypialni Sebastiana było ciepło i spokojnie. Było zbyt dobrze, żeby teraz to zepsuć. A jednak…
Odwróciła się do przyjaciela i spojrzała mu w oczy. Pogłaskał ją po twarzy. Patrzył na nią z czułością, jakiej nigdy nie widziała.
- Marek dostał pracę za granicą – powiedziała cicho.
Przez chwilę Sebastian nie mógł zrozumieć, dlaczego w tak intymnej chwili Joasia wspomina o swoim mężu.
- Chyba nie chcesz powiedzieć… - zaczął.
- Wyjeżdżamy jutro – odparła Joasia.
Jej słowa zawisły w powietrzu. Sebastian usiadł na łóżku i zapalił lampkę. Spojrzał na przyjaciółkę z niedowierzaniem.
- Tak po prostu? – zapytał, unosząc brwi. – Dokąd? Na jak długo?
Joasia także usiadła, zakrywając się kołdrą. Popatrzyła na Sebastiana ze smutkiem.
- Na stałe, przeprowadzamy się – powiedziała.
- Dokąd? – powtórzył Sebastian nieco głośniej.
Aśka pokręciła głową.
- Nie możemy utrzymywać kontaktów – oznajmiła spokojnie. – Nie chcę, żebyś wiedział, gdzie jestem, żebyś próbował do mnie dzwonić. Wiem, że bez problemu możesz mnie znaleźć – dodała, spuszczając wzrok, - ale wierzę, że jeśli cię o to poproszę, nie będziesz mnie szukał.
- Nic nie rozumiem – powiedział Sebastian zgodnie z prawdą. Wstał i odwrócił się w stronę przyjaciółki. – Myślałem, że…
- Że co? – przerwała mu Joasia. – Że odejdę od Marka?
Sebastian zawahał się. Nie mógł zebrać myśli. Ukrył twarz w dłoniach. Joasia wstała, złapała delikatnie jego nadgarstki, a kiedy w końcu na nią spojrzał, pogłaskała go po policzku i uśmiechnęła się smutno.
- Dałeś mi więcej niż mogłam marzyć – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
Stała przed nim całkiem naga, bezbronna i ufna. Powoli spłynęło na niego zrozumienie. Połączyło ich coś pięknego. Coś, co właśnie dobiegało końca. A piękne wspomnienia musiały im starczyć na resztę życia.
- Oswoiłeś mnie – mruknęła cicho Joasia.
- Ale nic nie zyskałaś na oswojeniu – odparł Sebastian, przytulając rozpaczliwie jej drobne ciało.

- Zyskałam – szepnęła Joasia, całując delikatnie kącik jego ust.